Zmian nie lubię, zmianami się brzydzę choć pracuję w systemie zmianowym i podlegam wszystkim pogodowo-kobiecym cyklicznościom.
Kto tu zagląda ten wie.
Avatar od 919 dni ten sam, tło takie same, brak wyblakłych zdjęć robionych "luszczanką firmy sony" najlepiej trochę fioletowych, zero konkursików...
Zawiewa nudą.
Zawiewa mi to pewną tzw.stabilizacją zwaną też rutyną.
Zawiewa tak że zaziewam się na śmierć.
Nie ma dramatów, nie ma cellulitu. Jest praca, mieszkanie, planowanie ślubu, gotowanie, jaranie się Magdą Gessler, porządki, sterylizowanie podłóg, pranie o drugiej w nocy,kawa o trzeciej, kanapa o czwartej, palenie, okurzony rowerek treningowy na balkonie (oddam za darmo, kto chce?wywołuje u mnie wyrzuty sumienia),poczta, allegro, żarówniasto pomarańczowe Crocsy (co się na nie napalałam miesiąc żeby w końcu stwierdzić, że na kij mi gumowe chodaki w których moje nogi stają się o połowę krótsze a stopy dwa razy większe),leki które nie działają, ból głowy wątroby nerek mięśni wszystkiego, praca, coraz więcej nowych ludzi w pracy, strasznie nowi i strasznie denerwujący,bezsenność i senność na zmianę,świeże kwiaty co kilka dni, Smolik, kanary w autobusach, wiosna, 10 kwietnia i jest moje najdłuższe tutaj zdanie wielokrotnie złożone z podmiotem domyślnym...
Nie możesz dodać komentarza.